facebook twitter instagram issuu linkedin google+ research gate youtube ustv

Anna Mika - Nasi Absolwenci

Anna Mika z wykształcenia jest historykiem. Jej pasją od zawsze było rysowanie, tworzenie i fotografowanie. Z czasem jej zainteresowania skoncentrowały się na fotografii i realizacji projektów graficznych. Pierwsze zdjęcia wykonywała w liceum – aparatem analogowym. Największą przyjemność sprawiało jej wywoływanie własnych zdjęć w ciemni, którą wraz z chłopakiem stworzyła w łazience. Obecnie w tygodniu pracuje w marketingu oraz jako grafik w dużej firmie sportowej. W weekendy realizuje swoje prywatne projekty. Wykonuje sesje zdjęciowe: od ślubnych po portretowe dla korporacji czy przemysłowe dla dużych zakładów czy hut. I właśnie to sprawia jej najwięcej przyjemności. Dni spędzone z aparatem. I fotografia przemysłowa, która uwielbia i na której w chwili obecnej chciałaby się skupić. Huty, kopalnie, wielkie fabryki – mają w sobie to coś, co ją urzekło bezpowrotnie. Ponadto realizuje kilka innych projektów. M.in.. cykl wystaw „Miejsca Opuszczone” – na których w galeriach, centrach kultury czy klubach prezentuje zdjęcia miejsc, które są już opuszczone: pałace, kościoły, elektrownie w Polsce i zagranicą. Cieszy ją możliwość pokazania ludziom miejsc, o których istnieniu nie wiedzieli albo pokazanie im opuszczonej fabryki, z ich miasta – z innej perspektywy: pokazania im, że są to piękne miejsca z bogatą historią. Organizuje również cykl plenerów fotograficznych dla mieszkańców Śląska: Śląskie Knipsowanie. Jednym z tematów plenerów była Huta Katowice. Prace Anny Miki otrzymywały wyróżnienia lub nagrody w wielu konkursach m.in. ZPAFu czy Magazynu Pokochaj Fotografię. Publikowano/ pisano o Annie Mice w Dzienniku Zachodnim, Gazecie Wyborczej, Twoim Zagłębiu etc. Była także zapraszana do TVP Katowice oraz TV.  Obecnie jest na etapie realizowania kolejnego projektu, skupiającego się na fotografii przemysłowej oraz miejscach opuszczonych.

 

Dlaczego zdecydowała się Pani na podjęcie studiów na Uniwersytecie Śląskim?

Uniwersytet Śląski to prestiżowa uczelnia. Od małego byłam o tym informowana. Większość starszych kolegów „z podwórka” poszło właśnie na UŚ. Ja również chciałam ukończyć uczelnię, o której tyle słyszałam. Byli i dalej są – to ludzie kreatywni, realizujący się w życiu zawodowym w mniejszym lub większym stopniu – byłam przekonana, że ich wybór będzie dobrym wyborem również dla mnie. Poza tym Katowice – bo właśnie w tym mieście mieści się Wydział Nauk Społecznych , który ukończyłam – są miastem, w którym cały czas coś się dzieje. Wydarzenia kulturalne, koncerty, teatr etc. – chciałam jeździć na uczelnie, a przy okazji mieć blisko do tego wszystkiego, co oferuje mi to miasto i ludzie z nim związani.

Jak wspomina Pani studia na Uniwersytecie Śląskim?

Nie było łatwo. Historia to ciężki kierunek studiów. Wymagający. Ciężkie egzaminy, godziny spędzone nad książkami – często do rana. Jednocześnie – bardzo pozytywni ludzie, którzy mi towarzyszyli. Wierzę, że większość z przyjaźni zawartych w murach uczelni przetrwa jeszcze długo po ukończeniu uczelni.

Prócz ciężkich egzaminów i wielu godzin spędzonych nad książkami fotografowałam. Dużo. Często kosztem zajęć – potem oczywiście trzeba było nadrobić zaległości. Ale gdy wiedziałam, że o godzinie 13 w poniedziałek będą burzyć koksownię – musiałam tam być i zrobić zdjęcia. Wykładowcy to rozumieli. I to było miłe. Oczywiście tzw. taryfy ulgowej nie było. Ale jak mnie nie było na zajęciach każdy wiedział, że jestem gdzieś i robię zdjęcia. Dzięki temu zaparciu i pasji znalazłam pracę i mogę zarabiać na tym co kocham.

Dlaczego wybrała Pani dany kierunek studiów?

Od liceum uwielbiałam historię. Kłóciłam się z moją Panią zawsze o podręczniki. Ja wybierałam te bardziej rozbudowane. Ze starszych roczników. Dociekałam. Lubiłam poznawać ludzi i ich historię. Ciekawość popchnęła mnie na ten kierunek.

Jakie są Pani główne zadania i obszary działalności zawodowej?

W pracy zawodowej jestem grafikiem, a jednocześnie zajmuje się wraz z szefem marketingiem. Tworzę wszelkie materiały graficzne do naszych sklepów i na strony internetowe. Wykonuje zdjęcia naszym produktom. Jako marketingowiec wraz z szefem zajmujemy się organizacją imprez sportowych w wielu miastach. Głownie o tematyce hokejowej i rolkowej. Jest to praca, która wymaga poważnego zaangażowania i często nie ogranicza się sztywno do 8 godzin pracy. Ponadto sumienność. I trzymanie ręki na pulsie. Gdy organizuje się imprezę dla setki osób, w innym mieście, dla ludzi, którzy również muszą dojechać – najważniejsze jest ogarnięcie tego wszystkiego i niestety założenie, że nikt tego nie zrobi – trzeba polegać tylko na sobie. Tak mawia mój szef. I niestety – najczęściej ma rację. Jeśli samemu się czegoś nie przypilnuje – może się okazać, że nie będzie to zrobione dobrze.

Co sprawia Pani największą satysfakcję w pracy?

Fakt tworzenia. Może nie mam takiej wolnej ręki jak w osobistych projektach – ale jednak tworzę. Wykonując grafiki do pracy czuję radość, że mogę tworzyć. Wymyślać slogan reklamowy.

Również organizacja wydarzeń oraz fakt, że cały czas się czegoś uczę. Poznaje świat sportu od podszewki oraz ciekawych ludzi z nim związanych, którzy prócz sportu mają inne pasje – dzięki temu moje życie pełne jest ludzi, którzy realizują się na wielu płaszczyznach. Jest to dla mnie inspiracja i siła napędowa. Poza tym mam to szczęście, że w pracy rozumieją doskonale moje zamiłowanie do zdjęć i mam wsparcie w kolegach.

Co stanowi dla Pani największe wyzwanie zawodowe?

Chciałabym dorównać mojemu szefowi w organizowaniu wydarzeń, umiejętności realizowania kilku wielkich projektów na raz i zachowania przy tym stoickiego spokoju.

To w pracy zawodowej. Bo w prywatnych projektach – wyzwań jest zbyt wiele, by wymienić.

Jakie umiejętności i doświadczenia zdobyte na Uczelni pomogły Pani w zdobyciu zatrudnienia?

Uczelnia i kierunek, który wybrałam, nauczyły mnie ciężkiej, samodzielnej pracy. Musiałam bowiem łączyć uczelnie z robieniem zdjęć, tworzeniem strony internetowej oraz realizowaniem wystaw. Samodzielna, ciężka praca to podstawa w zdobyciu zatrudnienia – a na pewno w pracy, która jest naszą pasją.

Równie ważne są kontakty z innymi kreatywnymi studentami. Podejście profesorów do moich nieobecności i ich zrozumienie, gdy musiałam iść do pracy (musiałam zarobić na swój aparat czy inne akcesoria fotograficzne – więc praca i studiowanie było obowiązkowe dla mnie).

Uczelnia to przede wszystkim ludzie. Kreatywni, zebrani w jednym miejscu – dzięki czemu łatwiej jest korzystać z ich wiedzy i inspirować się. Ja to dostałam właśnie na UŚ.

Jak edukacja na Uniwersytecie Śląskim wpłynęła na wybór Pani drogi zawodowej? Które doświadczenia z czasu studiów okazały się kluczowe w poszukiwaniu pracy?

Moje życie w sumie od początku toczyło się na dwóch torach jednocześnie. Pierwszy tor to była uczelnia. Historia. Zajęcia i egzaminy. Drugi tor: fotografia i grafika. Organizowanie wystaw i plenerów fotograficznych. I te dwa tory szły obok siebie.

Historia wkradała się w moje fotograficzne życie chcąc nie chcąc. Wykonując zdjęcia obiektom przemysłowym – dowiadywałam się ich historii. Na Śląsku – większość z fotografowanych perełek industrialnych ma bardzo bogatą historię. Poznawałam na uczelni ludzi, którzy potem byli obecni również w moim „fotograficznym życiu”. Dzięki Doktorowi Kurkowi moje zdjęcia pojawiły się na łamach chorzowskiego magazynu.

Uniwersytet nie pomógł mi w wyborze drogi zawodowej. Bo to czym chciałam się zajmować było mi znane na pewno już od liceum. Ale utwierdził mnie w przekonaniu, że kreatywny sposób życia jest dla mnie. Że tak można żyć i da się.

Co radzi Pani kandydatom na studia i studentom UŚ, którzy wkrótce wejdą na rynek pracy?

By najpierw sobie zadali pytania czego chcą i co chcą robić w życiu. Gdy już dowiedzą się tego – niech poszukają na swojej uczelni ludzi, którzy mają podobne marzenia. Wspólnie będzie im łatwiej realizować cele – jakiekolwiek by one nie były. I by dużo pracowali. Sami. Gdy sam się człowiek nie zaprze – nie osiągnie nic. Niestety. Własne kształcenie i umiejętność pogodzenia tego z uczelnią to podstawa. Prócz tego – najlepiej by było, by każdy student miał przekonanie o konieczności rozpoczęcia pracy. Choćby w weekendy. Doświadczenie na rynku pracy jest bardzo mile widziane u przyszłych, poważniejszych pracodawców. Nie chodzi tu o poważne stanowiska – fakt, że pracujemy i studiujemy mówi pracodawcy o naszym charakterze. Ponadto wie, że ktoś na nas polegał, umiemy pracować w grupie. Byliśmy za coś odpowiedzialni.

 

Skróty

Biuletyn Informacji Publicznej
Copyright © 2001-2017
Uniwersytet Śląski w Katowicach
Wszelkie prawa zastrzeżone.